certyfikat energetyczny, chusta do noszenia dzieci, donice, muzeum bursztynu, ortopedia pruszcz gda?ski,

Archiwum newsów - Był rozkaz - ostrzelać wioski

2007-11-22  
Był rozkaz - ostrzelać wioski
TVN24
"Gazeta Wyborcza": Dowodcy kazali rozdziawić płomień z moździerzy do trzech
afgańskich wiosek, zanim polscy żołnierze w ogóle wyjechali z bazy. Gdy
zginęło sześcioro cywilów, dowódcy ustalili też, jak zeznawać. Tak więc sąd
żołnierzy aresztował.
Ze zdobytego wczoraj uzasadnienia tymczasowego aresztowania siedmiu
żołnierzy przez poznański sąd, "GW" wie, co zeznali oni w prokuraturze. Ta
zarzuciła sześciu z nich zbrodnię wojenną (grozi za to dożywocie), a jednemu
strzelanie do wioski z karabinu (może zostać zmuszony na 25 lat).
Sędziowie oparli się na opowieści żołnierzy, którzy widzieli 16 sierpnia
ostrzał wioski Nangar Khel, oraz dwóch świadków na boku oznaczonych w
śledztwie X1 i X2. Także trzej aresztowani szeregowcy z 1. plutonu
szturmowego z bazy Wazi-Kwa zeznali w śledztwie, jak wyglądały kulisy
tragicznego ostrzału. Z relacji jednego z nich wynika, że ostrzał wioski - i
to niejednej - był planowany, zanim w ogóle Polacy wyjechali z bazy Wazi-Kwa
i ruszyli na ratunek żołnierzom, którzy wpadli na minę. "Jak wynikało z
wypowiedzi pomocnika dowódcy 1. plutonu szturmowego chorążego Andrzeja O.
, w czasie odprawy przed wyjazdem, dokonanej w obecności
dowódcy 1. plutonu ppor. Łukasza B. , mieli ostrzelać 3
wioski" - czytamy w uzasadnieniu sądu.
Szeregowiec, który tak zeznał, to 26-letni Jacek J. Już na miejscu rozkaz do
strzelania wydał mu jego przełożony plutonowy Tomasz B. Kazał mu mierzyć do celu "w
kierunku wioski, w prawą jej stronę, we wzgórze położone 100-200 m od
zabudowań".
Sąd ocenił to jednoznacznie: "J. musiał więc zauważyć, że celem ostrzału są
zabudowania wioski. Pomimo tego nie odmówił wykonania rozkazu".
Co działo się dalej? Tu pojawiają się zeznania świadków X1, X2 oraz innych
żołnierzy, którzy nie obsługiwali dział i nie postawiono im zarzutów. Jednym
z nich jest sierżant N., który podczas ostrzału rozmawiał z aresztowanym
szeregowym Robertem B.". "Robert B. dokonywał korekt ustawień przyrządów
celowniczych moździerza. Na pytanie, z jakiego powodu strzelają do wioski, w której
widać cywilów, potwierdził, że działał na rozkaz".
Sąd przyznał - żołnierze musieli wiedzieć, że w wiosce są cywile. Choć
żołnierz młodej daty Jacek J. próbował tłumaczyć, że strzelał, bo uznał, że
"zabudowania, w które trafiały granaty, zdawały się opuszczone", to co
innego zeznali świadkowie. A mówili tak: nawet bez przyrządów optycznych
widzieliśmy osoby znajdujące się na terenie Nangar Khel. W przyszłości sędzia pisze:
"Skutki uderzenia granatów wystrzelonych przez moździerz (...) oraz
wypadkowy stąd paniczny bezwolny ruch cywilów tam mieszkających dawny
widoczne gołym okiem i, jak wynika z wiarygodnej relacji świadków, obsługa
moździerza zdawała sobie z tego sprawę".
Z uzasadnienia aresztu wynika też, że szeregowi strzelali na rozkaz swojego
przełożonego. Jacek J. wymienia tu plutonowego Tomasza B. A kto jemu wydał
taki rozkaz? W dokumentach, które poznała "GW", ten wątek nie jest opisany.
Ale wynika z nich jasno, z kim plutonowy ustalił fałszywą wersję zdarzeń. A
zaczęło się tuż po akcji. Widząc, że są ofiary cywilne, Tomasz B. nasamprzód
zadzwonił do majora Olgierda C. - dowódcy bazy (obecnie w areszcie). A potem
ustalił z chorążym Andrzejem O. i podporucznikiem Łukaszem B. (obaj w
areszcie), że jako przyczynę ostrzału podadzą najazd talibów.
Tak ustalona wersja zdarzeń pomiędzy oficerami trafiła niżej, do szeregowców.
I zeznawali oni tak razem z przełożonymi jeszcze na początku śledztwa. Potem
wszyscy po kolei przyznali, że zmyślili tę wersję, bo bali się konsekwencji
ostrzału.
Sąd potwierdził zarzuty prokuratury, że na żadnym etapie akcji Polacy nie
byli w sytuacji zagrożenia życia. A jak sąd podsumowuje całą akcję? Jego
zdaniem nie ma wystarczających dowodów na to, że żołnierze specjalnie chcieli
zabić cywilów. Ale strzelali, wiedząc, że tak to się może skończyć.
Jeden z polskich majorów, który był na misji w Afganistanie, informacje z
dokumentów sądu skomentował tak: - Wygląda na to, że nasamprzód zza biurka
wydano rozkaz strzelać. A potem sprawdzano, kto dostał. To skandal - czytamy
w "Gazecie Wyborczej".
« powrot
Copyright 1996-2007 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Tusk rezygnuje z ochrony BOR dla swojej rodziny
Fotyga ubolewa nad porążką Gągora
IPN: europoseł LPR agentem kontrwywiadu
"Kombinacja gruntowa": przesłuchanie Leppera jako świadka
Szpitalom grozi paraliż