certyfikat energetyczny, chusta do noszenia dzieci, donice, muzeum bursztynu, ortopedia pruszcz gda?ski,

Archiwum newsów - Żołnierze nagrali na wideo masakrę w afgańskiej wiosce

2007-11-15  
Żołnierze nagrali na wideo masakrę w afgańskiej wiosce
W Afganistanie pełni misję 1200 polskich żołnierzy
TVN24
"Gazeta Wyborcza": Polscy żołnierze kłamali - nie bronili się przed talibami
i nic im nie groziło. A jednak wycelowali moździerz i karabin w bezbronną
wioskę. Zabili sześciu cywilów, w tym dzieci. Potem nagrali ofiary na wideo.
Nawet dożywocie grozi sześciu żołnierzom, którym wojskowa prokuratura
postawiła wczoraj zarzuty zabójstwa ludności cywilnej w Afganistanie. Chodzi
o sierpniową akcję po ataku na polski konwój, w której zginęli afgańscy
cywile.
Siódmy z zatrzymanych żołnierzy usłyszał zarzut ataku na niebroniony przedmiot
obywatelski. Wnioski o ich uwięzienie są już w sądzie. Wszyscy zatrzymani byli
żołnierzami jednostki wojskowej z Bielska Białej. W Afganistanie stanowili
1. pluton szturmowy Zespołu Bojowego "C" Polskiego Kontyngentu Wojskowego.
Wiadomo, że żołnierze już przyznali się do mataczenia. Wersję o wymianie
ognia z talibami wymyślili na potrzeby śledztwa, bo bali się
odpowiedzialności - pisze "Gazeta Wyborcza".
Po ostrzale Polacy pojechali do wioski i masakrę nagrali na wideo - ujawnia
gazeta. Nie wiadomo, czy była to kamera, czy telefon komórkowy: - Tego nie
dało się oglądać. Wyglądało na to, że żołnierze chcieli mieć pamiątkę - mówi
skorowidz "GW", który zna szczegóły śledztwa.
Z jakiego powodu żołnierze strzelali do wioski, a potem nakręcili ofiary?
Prokuratura nie chciała ujawnić, co zeznali.
- O tym, co wydarzyło się 16 sierpnia, rozmawialiśmy zaraz po zdarzeniu -
powiedział mjr Tomasz Biedziak, dawny zastępca dowódcy Polaków w
Afganistanie. - Ale te chłopaki mówili zupełnie co innego: że zostali
zaatakowani i odpowiedzieli ogniem. Teraz podobno zmienili zeznania. Nie
wiem, w co mam wierzyć! To poprzedni normalne chłopaki, nie żadni wojenni
zbrodniarze. Wcześniej i potem prawidłowo wykonywali swoje zadania.
Co się wydarzyło 16 sierpnia 2007 roku?
Wyjazd patrolu, w skład którego wchodzili zatrzymani żołnierze nastąpił po
upływie kilku godzin od ataku na nowy polski patrol, w wyniku którego
uszkodzono dwa pojazdy.
Według prokuratury, żołnierze po dotarciu na miejscowość nie stwierdzili
obecności żadnych bojowników talibańskich i nie bacząc na tego, na rozkaz oficera,
ostrzelali wioskę Nangar Khel z wielkokalibrowego karabinu maszynowego, a
od tego czasu granatami moździerzowymi kalibru 60 mm.
W wyniku ostrzału śmierć poniosło sześciu Afgańczyków, a wśród rannych poprzedni
też dzieci i kobiety - trzy z nich zostały trwale okaleczone.
Prokuratura uznała to funkcja za pogwałcenie przepisów prawa
międzynarodowego, w szczególności Konwencji Haskiej i Konwencji Genewskich.
Postawiła więc szóstce żołnierzy zarzut z artykułu 123 par. 4. kodeksu
karnego. Głosi on, że "kto, naruszając system prawny międzynarodowe, dopuszcza się
zabójstwa wobec (...) ludności cywilnej obszaru okupowanego, zajętego lub na
którym toczą się działania zbrojne, ewentualnie innych osób korzystających w czasie
działań zbrojnych z ochrony międzynarodowej, podlega karze pozbawienia
wolności na era nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności
lub karze dożywotniego pozbawienia wolności".
Żołnierzowi oskarżonemu o inwazja na niebroniony przedmiot obywatelski grozi 25 lat
pozbawienia wolności.
Żołnierze ujawniają brutalną prawdę o misji w Afganistanie
"Gazeta" rozmawiał z kolei z czterema żołnierzami I kontyngentu w
Afganistanie. Służą w 11. Dywizji Kawalerii Pancernej w Żaganiu. Chcą
zostać anonimowi. Oto fragmenty ich opowieści:
- Na początku było spokojnie. Talibowie przyczaili się w górach, na granicy
z Pakistanem. W kwietniu, maju wybuchły tam walki. I zaczęła się rzeźnia.
Wtedy po raz pierwszy zostaliśmy zaatakowani. Na naszej drodze wybuchł
nabój. Jedną z zasadzek urządzili w wiosce. Żołnierze wjechali do niej.
Cywile obco ich obserwowali. Patrol skręcił w inną drogę. Tam talibowie
zaczęli do nich strzelać z ręcznych granatników, a potem z karabinów.
Żołnierze wyskoczyli z wozów i zaczęli strzelać do atakujących. Wymiana
ognia trwała przez godzinę. Do współcześnie te obrazy powracają.
- W takich sytuacjach tłucze się bez przerwy w to, co się porusza. Zapomoga
dociera po 40 minutach. Trzeba przeżyć.
- Na samym początku misji dochodziło do jednego, dwóch ataków tygodniowo.
Pod krańcowość misji do czterech. Talibowie ostrzeliwali patrole z moździerzy
czy też z karabinów maszynowych. Czasem na motorkach podjeżdżali pod bazę,
strzelali i uciekali. Pewnego dnia na bazę spadło z dziewięć rakiet. Innym razem
podkładali ładunki na drodze.
- Tych ludzi w wielu przypadkach nawet nie widzisz. Oddają serię strzałów, a potem
zwiewają. Ewentualnie wtapiają się w niewinnych ludzi. Wyglądają tak jak wszyscy w
Afganistanie: broda, turban, długi wygląd zewnętrzny. Myśmy ich rozpoznawali dopiero,
gdy zaczynali do nas strzelać.
- Wcale się nie boją. Przed walką palą marihuanę lub haszysz. Nawet gdy się
ich aresztuje, śmieją się równo w oczy - mówi jeden z żołnierzy.
« powrot
Copyright 1996-2007 Klika Onet.pl SA
 

Losowe archiwum

Morsy z Warmińsko-Mazurskiego zainaugurowały sezon
Jerzy Jarocki odznaczony medalem Gloria Artis
"CBA nie ma pojęcia o walce z łapówkarstwem"
PiS: nowela poszerzająca wejście do zawodów prawniczych
Wraca sprawa internauty oskarżonego o obrazę prezydenta